ostatnia droga
 
ani deszcz ani śnieg
nie zepsuł naszego spotkania
ostatniego
 
w zupełnym milczeniu
płomień świecy
oświetlał Ci świat
dla mnie nieznany obcy
inny niezrozumiały
 
czerwień kwiatów
krzyczała o mojej
miłości do Ciebie
która była
która jest
która nigdy
nie zgaśnie
 
wierzę
w niezrozumiałe Piękno
którego doświadczasz
 
wierzę
że zawsze będziesz
moją niegasnącą gwiazdą
moim Aniołem
 
                            17 grudnia 2021 r.

ślady obecności
 
jeszcze został
subtelny zapach
Twojego życia
 
tych dni
ostatnich
w których
nie mogłem być
 
a potem nagle zabrakło
radosnego śpiewu
czajnika parzącego wodę
na kawę dla mnie
 
i gołębie które karmiłaś
też już nie składają
wizyt na Twoim balkonie
 
nawet krowa
na moim ulubionym kubku
muczy inaczej
 
jakoś obco

list
 
spod drżącej dłoni
atramentowe łzy
odciskają piętno
żalu i tęsknoty
 
pytania mają
tę samą odpowiedź
milczenie i cisza
 
głos przełknięty
ze smutkiem
smakuje jak gorycz
tkwi w gardle
jak uporczywa ość
 
słowa utraciły
dźwięk i barwę
nie znaczą nic
albo znaczą nic
 
nie umiem nazywać
nie umiem odczuwać
nie umiem myśleć
nie umiem być
 
adresuję list
do nieba
 
odpisz
jeśli możesz
Mamo

Zdjęcie przedstawia ikonę róży

***
 
nocą
ciemną i cichą
kiedy sen przenika
dosadnie życie
uwalniam myśli
których nikt nie słyszy
 
pudełko
szczelnie zamknięte
przypomina o sekretach
mojego świata
 
z pudełka
nie wydostają się
ból cierpienie
smutek żal
 
skrzętnie ukrywane
pochłaniają ogród przemyśleń
 
—)
 
czerwona kokardka
uporczywie je zdobiąca
mówi światu
 
o mojej odgrywanej
radości

Cienie
 
           tym, którzy czują podobnie
 
niewyraźne kształty
zniszczonych osobowości
w których tkwią
sztylety uczuć
 
smętnie przesuwają się
idą ociężałe życiem
niegdyś udanym
dziś udawanym
 
zatopieni w ruchomych
piaskach myśli
wierzą w słowa
wykrzykiwane przez echo
ich znikomych śladów
 
i tylko ponura
milcząca ciszą światła
latarnia uliczna kreśli
prawdopodobieństwo
ich znaczonych kreską
 
ciał

***
 
ściskam w dłoni
zapisane życiem kartki
obrazy zmieniają się
 
bezchmurne chwile
przechodzą w burzę emocji
czasem spadnie łzawy deszcz
przysłoni mgła zaufania
 
wodzę palcem
po białym papierze
na którym odnajduję ludzi
ważnych i ważniejszych
jednak odległych i dalekich
 
ospały ruch dłoni
rozrzuca źle spisane życie
 
dzieciństwo unosi się w eterze
młodość opada
uderza o posadzkę dojrzałości
 
-)
 
jedna kartka
jak plama po zbrodni
 
z napisem
samotność
 
uderza jak piaskiem w oczy

Zdjęcie przedstawia ikonę róży

świadomość
 
codziennie
odwiedzał cmentarz myśli
dawno zmarłych
 
rozgrzebywał
grobowce przeszłości
żył z dala od ludzi i siebie
jakby nie umiał odejść
na zawsze
 
zagubiony wśród ludzi
z naiwną nadzieją
wierzył w człowieka
 
samotny płomień
na jego grobie
świadkiem świata
zbudowanego z nic

współcześni
 
dobrze ubrani
niemal modnie
na pewno markowo
 
z przyklejonym
uśmiechem
często
szyderczym
i nieszczerym
 
stoją na
przystankach
mojego życia
 
ocierają się
jak czarne koty
gdy chcą
bym był
na chwilę
 
potem
jak hieny
rozszarpują
mnie
jak padlinę
 
która
gnije
w świecie
zła

***
 
dramat
nie musi być literacki
ani romantyczny
 
Konrad nie musi
ponownie improwizować
a Kordian krzyczeć z Mont Blanc
 
dramat może być codzienny
z otwartą kompozycją
którego historia choć zamknięta
ciągle powraca
dopisuje kolejne
akty i sceny tęsknoty
 
                                         2 XII 2022

Zdjęcie przedstawia ikonę róży

drzwi

granica
między utraconym
a niepewnym

powiew nowości
szept nieznanego
słowa otulone czułością
czułość otulona w słowa

stawiam kroki
w subtelnej ciszy myśli
w kieszeni życia
ściskam w dłoni nadzieję

przez palce dni
przepływają uczucia
na które zabrakło miejsca

których nie będzie
już

nigdy

lekkość

słowa mają
szorstki smak
tworzą cienie wartości
bez znaczenia

dotykam ust wyrazami
pięknie zapisanymi
w eterze dnia

w dłoni ściskam
obce zdania
litery spływają
między palcami
układają się w nic

widzę:
idziesz drogą

z ostatnich dni
gubisz milczenie

imię samotności

ulicami
jak ciemne chmury
niejasnych myśli
kłębią się ludzie
których znam
których nie znam

widzę
wczorajsze rysy twarzy
na których poranione
rozważania o rzeczach ważnych
zostawiły blizny życia

odgaduję
ich uczucia i emocje
rozczytuję kolejne wersy
ich codzienności
ich zwyczajności
ich bylejakości

ulicami
ludzkie rzeki występują
z brzegów powszedniości
zamieniają się w powódź
upadków sukcesów
nieszczęść radości

—)

wrosłem
w betonowy świat

przymrużonym wzrokiem
pochłaniam rzeczywistość
której nie rozumiem
której nie chcę

zrozumieć

                           12 grudnia 2022 r.